Belgijskie piwo pszeniczne, czyli witbiera, warzyłem z Bartkiem w grudniu ubiegłego roku i już wtedy wiedziałem, że nie będzie to mój ostatni raz z tym stylem. To jasne piwo górnej fermentacji charakteryzuje się mętnością, rześkim aromatem cytrusów oraz wyraźnym zapachem kolendry. Można byłoby powiedzieć, że idealnie pasuje do letniej atmosfery za oknem.

Mimo wielu problemów, mam nadzieję, że ten witbier wyjdzie lepszy niż moje pierwsze podejście do tego tematu. Nie żebym jakoś bardzo narzekał (bo wszystkim naprawdę smakował, co zresztą było widać po tempie znikania kolejnych butelek), ale Zimą wit był nieco zbyt wodnisty, zbyt drożdżowy oraz za mało cytrusowy jak na moje upodobania, a i pewnie jak na wyznaczniki stylu.

Użyte składniki:

słody chmiele drożdże dodatki
pilzneński 2kg
pszeniczny 1kg
pszenica 1kg
płatki owsiane 0,8kg
Mandarina Bavaria 25g (7,6%) Fermentis S-33 curaçao 20g
kolendra 20g
suszone skórki pomarańczy 20g

Tym razem warzyłem tylko z Piotrkiem. W środę 4 czerwca około godziny trzeciej po południu zacząłem gotować wodę na naszym chińskim palniku, który początkowo odmawiał współpracy (co lepiej pominąć wymownym milczeniem). Do 18 litrów w temperaturze 72ºC dodałem trzy kilo słodów i prawie dwa kilogramy niesłodowanych surowców w postaci pszenicy i ekspresowych płatków owsianych. Poza ostatnim punktem wyliczanki (w który to zaopatrzyłem się w pobliskiej Biedronce), wszystko pochodziło ze sklepu Twój Browar.

Następie zacieraliśmy to przez 45 minut w temperaturze 68ºC i 40 kolejnych minut w 75ºC przy akompaniamencie listy 500 utworów wszech czasów magazynu Rolling Stone oraz przy Oki doki z Pinty. Po przelaniu do fermentora zaczęła się najdłuższa część, czyli filtracja, która trwała dobre półtorej godziny (albo i więcej) i wymagała od nas ciągłego mieszania złoża. Nie wiem czy winowajcą była niesłodowana pszenica, czy też płatki owsiane – tak czy siak, filtracja przebiegała bardzo powoli, a efekt końcowy i tak nie był najlepszy. Ostatecznie w brzeczce znalazło się bardzo dużo nieprzefiltrowanego młóta, które dopiero później wyraźnie zaznaczyło swoją obecność.

Gotowanie miało trwać godzinę. Planowałem na początek wrzucić 15g chmielu Mandarina Bavaria, by w 45. minucie dosypać kolejne 10g tegoż samego chmielu, a w 50. minucie dodać po dwadzieścia gram kolendry, curaçao i suszonych skórek pomarańczy. Pech chciał, że chiński palnik ponownie odmówił posłuszeństwa mniej więcej dwadzieścia minut po zagotowaniu piwa, co stworzyło kilkunastominutową przerwę w całym procesie. Trudno teraz powiedzieć jaki to będzie miało wpływ na nasze piwo, ale jesteśmy dobrej myśli.

Niestety nie zasięgnęliśmy rad fachowców przed zabraniem się za witbiera, więc wszystkie przyprawy pozostały w brzeczce na noc, gdy ta spokojnie chłodziła się w piwnicy. Dopiero rano ponownie przefiltrowałem wszystko, aby rozmoczoną breję skórek pomarańczy, ziarnek kolendry i resztek chmielu wyłowić i spłukać. Niby nie powinno to mieć negatywnego wpływu na końcowy smak piwa, ale wolałbym abyście wszyscy trzymali kciuki za poprawną fermentację. Drożdże zadałem w temperaturze 23 stopni i pozostawiłem na burzliwą na najbliższy tydzień.

(Witbier) 2014-06-04
(nasz witbier podczas warzenia wyglądał jak… żurek)

Z ciekawostek okołowarzelniczych mogę dodać, że procesowi oczywiście towarzyszyło spożywanie dobrego piwa. Piotrek pił wcześniej wspomniane Oki doki i Żytorillo z Pinty oraz Sharka duetu Widawa i Kopyra, a ja raczyłem się Grodziskim 2.0 i Oki doki Pinty oraz holenderskim La Trappe Witte Trappist. W międzyczasie dołączyła do nas moja Asia (z Grodziskim 3.0 oraz drugą połową butelki wita od trapistów) i wpadł na pół godzinki Bartek również z Oki doki.