Jakie piwo na lato?

Idzie długo oczekiwane lato ze swoimi wysokimi temperaturami i długimi dniami, więc naturalną rzeczą będzie częstsze sięganie po piwo. Jakie to będzie piwo? Najczęściej typowo koncernowe jasne lagery dostępne w każdym sklepie i nie różniące się między sobą niczym poza etykietą i ceną, oczywiście nijakie w smaku i masowo produkowane tak, aby podchodziły jak największej rzeszy ludzi. Ewentualnie faszerowane chemią radlery o smakach cytrynowych, które zamiast orzeźwiać, najczęściej zalewają kubki smakowe słodzikami. W żadnym wypadku nie zamierzam nikogo krytykować za taki wybór – rozumiem, że to kwestia ceny za litr, obecności we wszystkich spożywczakach czy zwykłych przyzwyczajeń – aczkolwiek chciałbym przedstawić kilka ciekawych propozycji na nadchodzące upały.

Punkt pierwszy: witbiery. Są to (jak sama nazwa wskazuje) białe piwa pszeniczne, których styl powstał w Belgii, a które są ostatnio podobno popularne w krajach słowiańskich. W moim ulubionym wydaniu charakteryzują się cytrusową orzeźwiającą lekkością oraz wręcz buchającym znad szklanki aromatem kolendry i skórek pomarańczy. I choć może na papierze wyglądać to na karkołomne połączenie, z pewnością jest warte spróbowania – szczególnie w gorący dzień, a najlepiej przy grillowanej piersi kurczaka.

Za najlepszego polskiego wita uważa się piwo Witbier z Browaru Kormoran z serii Podróże Kormorana, jednak jest ono dostępne praktycznie tylko w sklepach specjalistycznych, a średnia cena oscylująca koło ośmiu złotych za butelkę z pewnością odstraszy wielu ludzi dopiero zaczynających poznawanie piwnego świata. To samo tyczy się importowanych belgijskich specjałów typu Hoegaarden czy Blanche de Namur, które są pyszne, ale zwyczajnie drogie. Można spróbować z Żywcem Białym, który jest dolnofermentacyjną wariacją na temat witbiera, a znaleźć go można w większości marketów, a nawet i w osiedlowych sklepach – jednak do prawdziwego wita jest mu daleko. Najlepszym rozwiązaniem w moim odczuciu jest albo uwarzenie własnego witbiera (co wszystkim polecam), albo piwo Pszeniczne Białe z Browaru Namysłów. Moje odkrycie zeszłego lata jest świetnym piwem za rozsądną cenę (około czterech złotych za butelkę?) i spełniającym przy tym wszystkie kryteria dobrego witbiera. Polecam!

Wiadomo, że przy wysokiej temperaturze alkohol szybciej uderza do głowy, a co to za przyjemność posiedzieć przy grillu lub nad rzeką i po trzech-czterech piwach być już pijanym? Dlatego drugim punktem będą zwyczajne jasne piwa bez żadnych dodatków i udziwnień, ale z zawartością alkoholu na granicy umownych czterech procent objętości. Osobiście uważam, że taki woltaż jest idealny dla standardowego piwa, jednak szybko można się przekonać, że wcale nie tak łatwo jest znaleźć coś odpowiadającego tym warunkom.

lagery

Popularne i podobno smaczne Książęce Jasne Ryżowe ma 4,5% i wydaje się być najlżejszym koncernowym piwem, które jednocześnie nie jest radlerem. Moim faworytem jest pils Lwówek Wrocławskie z 4,2% alkoholu (poza kategorią jasnych lagerów polecam też belgijskie pale ale Lwówek Belg oraz APA Lwówek Jankes z taką samą zwartością alkoholu jak Wrocławskie), nawet pomimo coraz częstszych narzekań w internecie na spadającą formę wszystkich Lwówków. Jednak prawdziwym zwycięzcą w tej kategorii będą tak zwane czeskie desítki, czyli lekkie piwa z dziesięcioprocentowym ekstraktem bardzo popularne u naszych południowych sąsiadów. Hradební z browaru Polička, Opat z Broumova, Krakonoš z Trutnova, Skalák z Rohozca, piwa Svijany… Można by wymieniać i wymieniać. Ich największymi zaletami jest doskonały smak czeskiego piwa, niska cena oraz stosunkowo dobra dostępność, szczególnie na Dolnym Śląsku. Warto poeksperymentować i znaleźć swoje ulubione, do czego gorąco namawiam.

Ostatnia kategoria będzie z serii ciekawostek piwnych, co wcale nie oznacza, że przestawione piwa będą w jakiś sposób gorsze od wyżej wymienionych. Ba, jest to jeden z moich ulubionych stylów piwnych, wracam do niego jak najczęściej i przymierzam się do uwarzenia eksperymentalnej warki w lipcu. Mowa o grodziskim, czyli de facto jedynym rdzennie polskim stylu, który zaginął w odmętach historii dobity przez koncerny pod koniec ubiegłego wieku. Teraz, w głównej mierze dzięki piwowarom domowym, grodzisz przeżywa swój renesans – jednak na razie tylko na scenie rzemieślniczej. Plotki mówią, że pod koniec roku możemy w szerokiej dystrybucji spodziewać się grodziskiego z Browaru Fortuna, ale teraz pozostaje nam jedynie PINTA, Artezan i Pracownia Piwa.

grodziskie

Ale o co chodzi? Grodziskie to lekkie pszeniczne piwo górnej fermentacji o słomkowej barwie, zacierane na wędzonym zasypie i z alkoholem nieprzekraczającym trzech procent. Trudno jest je opisać osobie, która nigdy nie miała styczności z wędzonym piwem, bo to pewnego rodzaju abstrakcja. Zdaję sobie sprawę, że duża, a może nawet bardzo duża część piwoszy nie jest w stanie zdzierżyć grodziskiego, dlatego nie zamierzam go nikomu polecać jako najlepszego piwa na upały… co nie zmienia faktu, że sam z ogromną przyjemnością wypełniłbym całą spiżarnię skrzynkami z grodziszem.

Mam nadzieję, że kogoś przekonałem do sprawdzenia czegoś ciekawszego niż kolejne Tyskie Gronie, Żubr czy Warka Radler w obliczu nadchodzących ciepłych dni. Starałem się wybierać piwa dostępne i relatywnie tanie, bo nie sztuką jest polecać Lady Blanche z AleBrowaru, która kosztuje ponad siedem złotych za butelkę i jest dostępna przez jeden dzień w roku, a potem narzekać, że nikt nie chce pić ze mną moich cudacznych piw. Na dniach postaram się opracować i opublikować relacje i przepisy odnośnie warzonych w zeszłym tygodniu pale ale oraz American India Pale Ale, które sobie spokojnie fermentują we Wrocławiu. Do przeczytania!

komentarze

dodaj swój →

  1. A co powiesz o Książęcym Złotym Pszenicznym? Ryżowe smakowało jak rozwodnione Tyskie, ale KZP smakuje bardzo fajnie.

    • Złote Pszeniczne piłem raz… i mi wystarczy. Rozwodniony lager z jakimś procentem zasypu pszenicznego to zdecydowanie nie to, co lubię najbardziej.

      A wielu ludziom smakuje, bo po prostu nie lubią piw pszenicznych. (;

Dodaj komentarz