Dobrze jest w końcu warzyć na swoim.

Mimo iż z Bartkiem i Grześkiem w Browarze Domowym Kalina pracowało mi się przy dwóch warkach bardzo przyjemnie, wiedziałem, że prędzej lub później będę musiał zaopatrzyć się we własny sprzęt. Początkowo odwlekałem zakupy, a głównym tego powodem był brak kuchenki gazowej w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu we Wrocławiu. Motywacja przyszła – jak to zwykle bywa – z nieoczekiwanej strony: z Politechniki Wrocławskiej, a konkretniej w formie zadania na projekt zespołowy, który jest czymś w rodzaju preludium projektu inżynierskiego.

Tak więc oto udało mi się skompletować nie tylko sprzęt do zacierania, filtracji, warzenia, fermentacji i butelkowania, ale wraz z Gosią i Piotrkiem zaopatrzyliśmy się we wszystko, co utrzyma ten proces, a także pomoże w jego automatycznej regulacji.

Na pierwszy ogień poszedł styl American Amber Ale (czyli 10C według BJCP), którego docelowo chcieliśmy uwarzyć 25 litrów, co dałoby około szesnastu półlitrowych butelek na głowę. I choć całą naszą trójkę można z pewnością nazwać miłośnikami wysokiej goryczki, na swój pierwszy raz postanowiliśmy uwarzyć coś lżejszego i mniej hardkorowego niż imperialne IPA; chcieliśmy otrzymać pijalne bursztynowe piwo o wyraźnym, ale nie przesadzonym chmielowym aromacie oraz słodowej kontrze. Dla niezorientowanych, styl American Amber Ale można poznać próbując chociażby z piw Amber Boy z AleBrowaru lub Kejter z SzałPiw.

Użyte składniki:

słody chmiele drożdże dodatki
pale ale 3kg
monachijski 0,8kg
Crystal 0,3kg
Wilamette 50g (6,2%)
Cascade 20g (7,7%)
Bravo 15g (16,7%)
Fermentis Safale US-05 brak

Do 17 litrów wody w temperaturze 68ºC wsypaliśmy wyżej wymienioną mieszaninę słodów i zacieraliśmy przez następną godzinę w 72ºC. Filtracja z użyciem wężyka z oplotu i wysładzanie kolejnymi 15 litrami wody trwało około 40 minut. W dwudziestej minucie warzenia dodano 15g Bravo, w pięćdziesiątej minucie 25g Wilamette, w 60. minucie 15g Bravo i w 65. minucie 25g Wilamette. Suche drożdże zadano po całonocnym schładzaniu się brzeczki w temperaturze 23,9ºC. Fermentacja burzliwa trwała 10 dni, cicha – siedem. Zabutelkowano z 75g glukozy i pozostawiono na około dwa tygodnie dojrzewania.

Nasze premierowe piwo niestety nie jest warzone z własnej receptury, gdyż na początek chcieliśmy się najzwyczajniej w świecie oswoić ze sprzętem. Zarówno wszystkie surowce, jak i instrukcję zacierania i warzenia, zakupiliśmy we wrocławskim sklepie Twój Browar, gdzie też zaopatrzyłem się w cały potrzebny sprzęt i osprzęt. Mam nadzieję, że następne warki będą już oryginalnymi pomysłami na zasyp, zacieranie i chmielenie – w końcu nie sztuką jest wykonywanie czyichś instrukcji krok po kroku.

Sprzęt przed warzeniem American Amber Ale zaszczepione drożdżami

Co przede mną? Z pewnością dalsze warzenie ze znajomymi w dwóch domowych browarach, jednak oprócz tego z pewnością popełnię niejedno piwo sam. Jakie piwa? Na początek chcę uwarzyć jeszcze jednego witbiera, tym razem na własnoręcznie dobranych słodach i niemieckiej Mandarinie Bavarii. W dalszych planach na sto procent znajdzie się miejsce dla india pale ale na amerykańskich (a może nowozelandzkich?) chmielach, lekkiego APA na lato czy grodziskiego. Później może do tego dojdzie jakiś stout na jesień albo piwo miodowe?

No i właśnie to jest najfajniejszą sprawą z domowym warzeniem piwa: luksus wyboru. Nie muszę narzekać, że w żadnym sklepie w okolicy nie sprzedają niczego na nowofalowym chmielu, belgijskich specjałów lub fikuśnych piw z bekonem, miętą i jagodami w zasypie, bo mogę je sobie uwarzyć, gdy najdzie mnie taka ochota. I chociaż to dopiero początek mojej przygody z piwowarstwem, mam nadzieję, że będzie ona trwała jak najdłużej.